środa, 19 września 2012

Giertych i Kwaśniewski = wielkie powroty?




Jak donosi dzisiejszy Super Express już tylko trzy dni pozostały do nowego polskiego święta narodowego. 22 września 2012 to data, którą zapamiętamy na długo albowiem księżna Aleksandra Kwaśniewska, córka postkomunisty, który już sześć lat po upadku PRL stał się  prezydentem RP bierze ślub. Wydarzenie będzie transmitowane drogą satelitarną we wszystkich znaczących na świecie stacjach telewizyjnych, tj. TVP Polonia, TVP, TVP 1, TVP 2, TVP Sport, TVP Kultura. Za rok oczekujmy retransmisji w TVP Historia. Oficjalnym sponsorem i wyłącznym reklamodawcą w czasie emisji ślubu będzie firma jubilerska Apart. Czekamy z niecierpliwością na nagie zdjęcia Aleksandry na pudelku. Jej narzeczonemu, Badachowi można jedynie pozazdrościć wyboru. Jeśli małżeństwo przetrwa kilka lat, ma on szanse nawet na błyskotliwe rozpoczęcie kariery politycznej pod protekcją Kwaśniewskiego, którego według Wprost wielu Polaków widzi na fotelu premiera.

 

Cóż, jaki kraj taka ranga wydarzenia. Podniecanie się ślubem Olki z Kubą to widocznie najwięcej na co nas stać. W końcu ciągle żyjemy na naszej prowincjonalnej, polskiej wsi wesołej, wsi spokojnej. Strach pomyśleć co będzie się działo podczas ślubu naczelnej polskiej faszionistki - Tuskówny Junior...
 
Wydarzenia ostatnich dni przybierają coraz dziwniejszy obrót. Były imperator MEN-u, Roman - Zero Tolerancji - Giertych wraca do politycznych łask i to za sprawą samego Donalda Tuska. Człowiek, którego poziom skompromitowania osiągnął kilka lat temu totalne dno okazał się wspaniałym adwokatem, dzięki czemu będzie bronił samego syna premiera. Myślę, że jest to decyzja czysto polityczna. Czekajmy tylko na  moment, gdy wskoczy do Platformy i kolejny raz zajmie się edukacją narodową. Tak bezmyślnych decyzji Tuska, jak ostatnie, nie pamiętam. Widocznie jego człowiek od PR-u jest zbyt zajęty promowaniem własnej książki aby doradzać premierowi co jest dobre a co złe. Z drugiej też strony, to że Tusk nie boi się współpracować z Giertychem świadczy nie za dobrze o nas samych. Najlepiej byłoby dla nas wszystkich, gdyby Giertych przegrał procesy, które Michał Tusk wytoczył Wprost oraz tabloidom. Wtedy jego powrót do wielkiej polityki byłby zdecydowanie utrudniony. Być może wręcz niemożliwy.
 
Prawda jest taka, że najprawdopodobniej zapomnimy wszystkie grzechy Giertycha i pozwolimy mu wrócić do rządzenia. Nauczyliśmy się doskonale wypierania z pamięci faktów, których nie chcemy pamiętać. Ciągle kojarzymy Romana i zaczynamy szanować go za to, że był kimś ważnym w rządzie nie przypominając sobie jego "zasług" tj. możliwości niezdania jednej matury, programu Zero Tolerancji, wprowadzenia obowiązkowych mundurków, które bardziej można byłoby nazwać obowiązkowymi szmatami, zmian na liście lektur bo Ferdydurke jest zbyt kontrowersyjne a Gombrowicz był pedałem oraz oczywiście wielu osławionych wypowiedzi.
 
Chcemy nowego, zadowalając się starym. Kwaśniewski i SLD upadli przez wielkie afery, teraz żądamy (przynajmniej według sondażu TNS Polska) aby Aleksander został premierem. Coś tutaj nie gra...  Jak idioci dajemy wmanewrować się w kolejne intrygi. Wybieramy a potem narzekamy. Ten schemat powtarza się od lat. Można powiedzieć, że sami jesteśmy odpowiedzialni za niekompetencję władzy, która nas reprezentuje. Niestety nie zbudujemy silnych rządów dopóki nie stworzymy społeczeństwa obywatelskiego, które interesując się swoimi losami zacznie oddawać głosy na polityków z powołania, nie lizusów i karierowiczów. Ludzi, którym zależy na czymś więcej niż stołkach. W przeciwnym razie grozi nam wpadnięcie w błędne koło - jak nie Kwaśniewski to Kaczyński, potem Tusk, później znowu Kwaśniewski i tak aż do usranej śmierci. Zacznijmy w końcu myśleć! Nie pozwólmy na to aby przeszłość stała się teraźniejszością i przyszłością.

  

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

A jaki mamy wybór ?

Damian Pogrzeba pisze...

Dopóki nie będziemy wykazywać minimalnego zainteresowania polityką ciągle rządzić naszym krajem będą te same osoby.
Myślę, że siła tkwi w samorządach lokalnych. Gdybyśmy zaczęli walczyć o to jak wyglądają nasze dzielnice czy miasta, nie patrząc się tylko biernie na działania polityków to może odkrylibyśmy perełki. Ludzi, którzy niekoniecznie uwielbiają błysk fleszy ale na prawdę działają i zależy im na zmianach ;)