sobota, 25 lutego 2012

Reforma edukacyjna 2012

Zmiany w polskim systemie edukacji, które wejdą w życie z dniem 1 września 2012 roku dotyczą szkolnictwa na każdym poziomie. Jednak najważniejsze punkty reformy obejmą swym zakresem uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Nie od dzisiaj wiadomo, że to właśnie w trzyletnich liceach program nauczania jest zbyt napięty, uczniowie muszą uczyć się wielu bezsensownych i niepotrzebnych im przedmiotów, przez co nie mogą skupić się na nauce do matury. Dlatego też nadchodzi rewolucja, która ma całkowicie zmienić podejście do nauczania w ogólniakach. 
W skrócie - pierwsze klasy LO będą kontynuowały program gimnazjum, a od drugiej uczniowie będą uczyć się wybranych przez siebie przedmiotów humanistycznych lub ścisłych w rozszerzonym zakresie, zajęcia nieobjęte rozszerzeniem zostaną podzielone na specjalne bloki tematyczne; historyczno - geograficzny oraz matematyczno - przyrodniczy. Czyli zamiast bezsensownej dla humanisty nauki biologii, chemii oraz fizyki powstanie jeden przedmiot o nazwie przyroda - w dodatku na tych zajęciach uczniowie będą poznawać ogólne zasady, którymi rządzi się natura, robić doświadczenia oraz oglądać filmy naukowe, a nie męczyć się z trudnymi do zapamiętania wzorami, o których i tak szybko zapomną. Zaś ścisłowiec nie będzie musiał więcej przejmować się WOS-em czy historią, gdyż od drugiej klasy LO zajęcia z tych przedmiotów zostaną połączone w przedmiot o nazwie Historia i Społeczeństwo.

Są to zmiany, które przynajmniej odrobinę przybliżają nas do zachodnioeuropejskich standardów, za co chwała Tuskowi, który ostatnio zalicza same porażki. Niestety nie będą one dotyczyły mnie osobiście, jednak jako tegoroczny maturzysta uważam, że są potrzebne. Prawda jest taka, że obecny system edukacji nastawiony jest na zdobywanie przez uczniów ocen, nie wiedzy. Już dawno jedną z najważniejszych dla większości uczniów stała się zasada 3xZ (zakuć, zdać, zapomnieć). Niestety stosując ją zapominamy o maturze, która czeka każdego z nas, przez co ogólnokrajowe wyniki egzaminu dojrzałości zazwyczaj są po prostu mierne. 

Czy wynika to ze zwykłego lenistwa licealistów? Myślę, że nie. Podstawa programowa jest po prostu przeładowana masą niepotrzebnego materiału do nauki. Rozsądnemu uczniowi zależy na tym, żeby zdobyć wiedzę, która będzie mu potrzebna do zdania matury i pozytywnego wyniku rekrutacji na studia. Dlatego też większość z nas buntuje się, gdy zauważa, że zamiast robić kolejne zadanie z rozszerzonej matmy musi cały weekend siedzieć nad historią, która prawdopodobnie do niczego nie przyda nam się w życiu. Przez co ani matma nie jest dobrze nauczona (bo nie było czasu), ani historia (bo, po co?). 

Owszem, można zarzucić nam brak ambicji. W końcu na studiach i tak będziemy musieli uczyć się o wiele więcej. Jednak uczelnia wyższa to zupełnie inne wyzwanie. Studiując wiemy już, że to od tych pięciu lat w dużej mierze zależy nasza przyszłość. Zdajemy sobie sprawę także z tego, że uczymy się rzeczy, które są ściśle powiązane z zawodem, który będziemy chcieli wykonywać.

Oczywiście najgorzej na reformę reagują związki zawodowe nauczycieli. Boją się, że wielu z nich straci pracę. Cóż za hipokryzja. Każdy nauczyciel narzeka na obecne przedmiotowe programy nauczania, ale gdy wprowadzana jest dość znacząca zmiana, na raz okazuje się, że lepiej zostać przy starym. Wolą wciskać uczniom bezsensowne tabelki ze wzorami i datami, niż skupić się na kształtowaniu osoby, której wiedza jest rzeczywiście ogólna, ale w jakiś sposób zapamiętana. Na szczęście te zmiany wejdą w życie na 99% - na nic nie zdadzą się lamenty awanturników ze związków zawodowych. 













8 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Bierze mnie na wymioty. Wstyd mi za TAKI głos pokolenia.

Damian Pogrzeba pisze...

czyli rozumiem, że lepiej pozostać przy tym co jest :) ?

Anonimowy pisze...

nie rozumiem co w tym tekście było tak kontrowersyjnego, żeby miało kogoś zbierać na wymioty. może to po prostu grypa jelitowa ...

Anonimowy pisze...

A może by tak zlikwidować wszystkie "niepotrzebne" przedmioty, dać świadectwo maturalne za udział w lekcjach w-f? Minister Kudrycka niech dyplomy uczelni wyższych zaproponuje za udział w dwóch rekolekcjach. Będziesz wówczas "popierał Tuska" i będziesz zadowolony?

Damian Pogrzeba pisze...

Po pierwsze do takiej sytuacji nigdy nie dojdzie. Po drugie wytłumacz mi, jaki jest sens zakuwania rzeczy, o których istnieniu zapominamy po tygodniu. Zdecydowanie wolałbym zajęcia z przyrody, na których mógłbym porozmawiać o jakimś ciekawym zjawisku fizycznym niż lekcję fizyki i uczenie się o stałej Plancka. Co do uczelni wyższych... sam zaznaczyłem w tekście, że podczas studiowania zupełnie inaczej podchodzi się do nauki, więc nie rozumiem do końca co ma oznaczać ta wstawka z rekolekcjami.

Anonimowy pisze...

Zupełnie niezrozumiały zachwyt autora tekstu nad najgłupszą reformą edukacyjną o jakiej w życiu słyszałem... Dramat.

Anonimowy pisze...

Sądzę, że negatywna reakcja nauczycieli na nową reformę nie jest związana z hipokryzją czy zagrożeniem utraty pracy, a tym, że zdają sobie sprawę z absurdu tej ustawy. Odnoszę wrażenie, że polski rząd dąży do stworzenia pokolenia debili, którym powinno się przekazać wiedzę w jak najbardziej okrojonym stopniu. Tym bardziej dziwi mnie postawa autora artykułu. Dziwi mnie, że zarzucasz nauczycielom hipokryzję, skoro to oni najlepiej zdają sobie sprawę ze skutków wprowadzonych 'udogodnień' dla uczniów i wydaje mi się, że są znacznie bardziej upoważnieni do wydawania wiarygodnych sądów. Takimi artykułami jest udowadniana coraz większa głupota naszego społeczeństwa.

Anonimowy pisze...

No cóż. Polak epoki gierkowskiej z wykształceniem zawodowym lub średnim był bezkonkurencyjny dla swego kolegi z USA i Wielkiej Brytanii czy Francji. Dysponował szerszą wiedzą i szybciej przestawiał się zgodnie z wymaganiami. Jego zagraniczni koledzy nie mogli pojąć, że można umieć i to i tamto, pozornie odległe od tego. To było jawne zagrożenie miejsca pracy Francuza, Anglika itd. Taka przewaga intelektualna. Tak nie mogło być. Polak musi być do roboty najlepiej prostej, której nikt inny nie chce. Za marne grosze dzisiaj eurocenty. Oczywiście prawdą było i jest to, że jakaś część młodzieży wolała przyuczanie zawodowe niż kształcenie i ci odbierali ówczesną szkołę jako zbędny przymus zwłaszcza jej część kształcącą ogólnie. Też uważam, że trzymanie tej części młodzieży w szkołach to była strata pieniędzy i czasu. Nauczyć roboty i do roboty ale przy okazji zrobiono psikusa tej garstce, dla której wiedza ma wartość samą w sobie. Oni nie mają gdzie zdobyć wiedzy i umiejętności na satysfakcjonującym ich poziomie tylko dlatego, że większość nie jest taką wiedzą zainteresowana. I jeszcze jedno Co to za humanista, który lekceważy jakąkolwiek wiedzę. Trzeba nazywać rzecz po imieniu. To nie są humaniści tylko antymatematycy. Mój nieżyjący już nauczyciel używał pojęcia "tumaniści"