środa, 11 stycznia 2012

Atom w Polsce

Rząd na czele z Prezesem Rady Ministrów - Donaldem Tuskiem - nieugięcie brnie w plany stworzenia
 z naszego kraju atomowej potęgi. Według opublikowanego przez Ministerstwo Gospodarki w lipcu 2009 roku, przygotowanego przez Pełnomocnika Rządu ds. Polskiej Energetyki Jądrowej (Hannę Trojanowską) planu, do roku 2022 powstanie pierwszy polski reaktor atomowy, kolejne będą sukcesywnie powstawać aż do końca roku 2030.
Niewątpliwie Polska zaczyna zmagać się z niedoborami energetycznymi. Wiele instytucji zajmujących się szacowaniem zapotrzebowania na energię przewiduje, że w okolicach 2020 roku sytuacja może stać się niebezpieczna - będziemy musieli pogodzić się z rosnącym zapotrzebowaniem na energię, któremu nie będziemy mogli sprostać samodzielnie. Może to doprowadzić do dużo większej zależności energetycznej Polski od innych krajów niż obecnie (sytuacja już teraz nie przedstawia się zbyt różowo - według danych Eurostatu import energii wzrósł w naszym kraju pomiędzy 1998, a 2009 rokiem aż o 22,4 punktu procentowego - z 8,4% do 31,7%). Naszą sytuację dodatkowo pogarszają dyrektywy Unii Europejskiej nakazujące zmniejszenie emisji dwutlenku węgla, przez co jeden z głównych producentów energii w naszym kraju - kopalnie węgla - stają się coraz mniej opłacalnym interesem, przestarzałą technologią, której niewątpliwie należy się pozbyć. 
Jedynym i nieuniknionym rozwiązaniem naszej sytuacji jest inwestycja w nowe źródła energii. Jednak dlaczego nasz rząd upiera się przy tworzeniu elektrowni atomowych? To pytanie powinniśmy zadać szczególnie teraz, w niespełna rok po katastrofie w japońskiej Fukushimie i zaledwie kilka miesięcy po tym, jak Niemcy postanowiły zrezygnować z energetyki jądrowej do 2022 roku, a Austria wprowadziła zakaz importu energii wytwarzanej w elektrowniach atomowych. Niestety nasz rząd, słynący przecież z dobrych stosunków z zachodem Europy, nie chce skorzystać z rad bardziej doświadczonych i bogatszych sąsiadów. Pomimo protestów mieszkańców miast oraz wsi w planowanych okolicach budowy pierwszego reaktora atomowego, małej opłacalności finansowej, politycznej i ekologicznej Donald Tusk nie chce zmienić swojego zdania. Co się stało z poczciwym  Donaldem, skwapliwie korzystającym z rad swoich speców od PR-u? Czyżby tym razem postanowił na prawdę zadziałać, wbrew opinii publicznej? Może szykuje się kolejne "dziecko" - takie same jak ustawa byłej minister zdrowia  Ewy Kopacz? Jeśli tak, wolę nie wiedzieć czym zakończą się te ambitne plany...   
Dobrym pomysłem na nasze problemy energetyczne, są plany Ruchu Palikota (V Filar projektu Nowoczesne Państwo - Państwo Ekologiczne). Partia na czele z nietuzinkowym posłem proponuje interesujące rozwiązania:
- 100% dochodu z handlu emisjami dwutlenkiem węgla oraz opłaty za przekraczanie norm zanieczyszczeń przez przedsiębiorców powinny zasilać budżet na rzecz rozwoju nowoczesnych technologii
- wsparcie przedsiębiorstw i gospodarstw domowych inwestujących w przedsięwzięcia ograniczające ich energochłonność 
Plany te pozwoliłyby nam pozostać europejskim liderem wskaźnika najmniejszej chemizacji ziemi, co skutecznie pomaga walczyć o wyższe opłaty eksportowe żywności, a Polska nie stałaby się kolejny raz europejskim skansenem, krajem trzeciego świata, który inwestuje w wypieraną przez resztę technologię. Jednak myślę, że nie mają one żadnych szans realizacji, ze względu na to, że są planami opozycji, a żaden rząd nie chce przyznać się do porażki, przyjmując projekty ustaw przedstawianych przez opozycję. Nawet jeśli RP w końcu dojdzie do władzy (w końcu Urban twierdzi, że Palikot zostanie prezydentem!) to nastąpi to zapewne zbyt późno i faza rozwoju energetyki atomowej będzie już tak rozwinięta, że zaprzestanie inwestowania w nią okaże się po prostu nieopłacalne. Więc co nas czeka? Mam nadzieję, że nie kolejna katastrofa atomowa...


Brak komentarzy: